Kiedy już na świecie pojawi się maleństwo, a mama powoli wraca do formy sprzed ciąży: odzież ciążowa odchodzi do szafy, kondycja fizyczna zaczyna się regenerować, a dziecko rośnie jak na drożdżach nie można zapomnieć o szczepieniach. Zwłaszcza gdy nasze maleństwo jest wcześniakiem.
W latach siedemdziesiątych i wczesnych osiemdziesiątych XX wieku przedwczesne urodzenie uważano za powód zwolnienia dziecka za szczepień. Na skutek braku odporności swoistej byłe wcześniaki zaczęły chorować na takie choroby, jak koklusz czy błonica. Przebieg tych chorób był u nich cięższy niż u noworodków urodzonych w normalnym czasie, wielokrotnie kończył się nawet zgonem. Wieloletnie badania porównawcze dowiodły, że mniej niebezpieczne dla tych dzieci są ewentualne powikłania poszczepienne niż przebieg chorób zakaźnych.
Ciągły postęp wakcynologii (nauki o szczepionkach) zwiększa z roku na rok bezpieczeństwa stosowania szczepień jako profilaktyki wielu groźnych chorób. Dziecko przedwcześnie urodzone może być więc szczepione identycznie do donoszonych rówieśników z uwzględnieniem pewnego przesunięcia czasowego spowodowanego małą urodzeniową masa ciała (szczepienie przeciwko gruźlicy dopiero, gdy uzyska masę bliską 2000g), skłonnością do zakażeń , a dodatkowo do znacznego stopnia niedokrwistości wymagającej przetoczeń uzupełniających. Wyprodukowanie bezkomórkowej szczepionki przeciwko krztuścowi pozwala aktualnie szczepić sporą większość dzieci, w tym także z powikłaniami neurologicznymi czy o skrajnie małej urodzeniowej masie ciała, czyli skrajnie niedojrzałych.
Podobne wiadomości:
